Pasta czy olejek z konopi – czym się różnią?

Pasta czy olejek z konopi – czym się różnią?

Tym razem bez odnośników literaturowych, ale za to z dokumentacja fotograficzną. Chodzi o pasty. Czym są pasty? Nazwą tą określane są najczęściej ekstrakty z konopi, które mają konsystencję stałą, w odróżnieniu od olejków, czyli ekstraktów o konsystencji płynnej. Stała konsystencja pasty wynika z obecności w niej różnego rodzaju substancji balastowych, które nie mają żadnej aktywności biologicznej i są zbędne. Substancje takie jak chlorofil czy woski występują powszechnie we wszystkich roślinach i wielu artykułach spożywczych. Co więcej, z naszych obserwacji wynika, że woski utrudniają wchłanianie kannabinoidów, dlatego nie oferujemy past jako suplementów diety. Byłoby to naszym zdaniem wciskaniem ludziom kitu (i to dosłownie 🙂

Pasty są najprostsze do uzyskania. Jak ktoś nie ma wystarczającej wiedzy na temat ekstrakcji konopi, to na pewno wyjdzie mu pasta. Nasze pierwsze próby ekstrakcji też kończyły się pastami. Otrzymanie olejku jest dużo trudniejsze. Opracowanie technologii otrzymywania CannabiGoldu zajęło naszemu zespołowi prawie rok czasu i mogę śmiało powiedzieć, że jest to osiągnięcie na skalę europejską. Oczywiście produkujemy również pasty, takie jak na zdjęciach. W naszej ofercie hurtowej pasty sprzedawane są np. do produkcji kosmetyków, ale świetnie nadają się również do innych celów, można z nich formować świeczki czy czopki (choć z powodzenie można je formować również z naszych olejków – na zdjęciu czopki na bazie CannabiGold 30% i masła kakaowego).

Nasze pasty otrzymywane są w wyłącznie jednym procesie – ekstrakcji dwutlenkiem węgla w stanie nadkrytycznym. Jest to proces przebiegający w bardzo łagodnych warunkach, bez jakichkolwiek rozpuszczalników i innych chemikaliów, bez grzania czy wręcz smażenia. Dlatego też nasze pasty mają piękny złoty kolor fitokannabinoidów (nawet nieco jaśniejszy niż olejki, ponieważ białe woski dodatkowo rozjaśniają barwę ekstraktu).

Skąd więc się biorą na rynku wszelkiego rodzaju ciemne smary? Przyczyn jest wiele. Zaczynając od początku, część tzw. „producentów”, skupuje z rynku odpady po uprawie konopi włóknistych, oddaje usługowo do ekstrakcji np. dwutlenkiem węgla (CO2) w Zakładach Azotowych w Puławach, niekiedy poddaje jeszcze różnym dodatkowym zabiegom, a na koniec konfekcjonuje w strzykawki czy buteleczki. I teraz tak:

Po pierwsze: susz przeznaczony na odpady, czyli taki którego podmiot kontraktujący uprawę nie chciał skupić od rolnika lub skupił na cele techniczne (a głównie taki krąży po rynku), jest najczęściej niskiej jakości, może być spleśniały, zawierać pestycydy, metale ciężkie (które w czasie ekstrakcji mogą ulec nawet stukrotnemu zatężeniu) itd…Oczywiście jakość surowca ma wpływ na wygląd produktu.

Po drugie: ekstrakcja usługowa prowadzona jest zawsze w tych samych warunkach, mówiąc potocznie – na maxa. Jedynym kryterium jest tu ilość, a nie jakość. Tymczasem my wiemy, że aby uzyskać produkt wysokiej jakości, trzeba zmniejszyć wydajność procesu i zbierać samą „śmietankę”, co znacząco zwiększa koszty procesu (na co większość nastawionych wyłącznie na zysk producentów nie może sobie pozwolić).

Po trzecie, chyba najważniejsze, ale trudne do sprawdzenia przez konsumenta, bo producenci niekiedy ukrywają prawdę, to zabiegi, które prowadzone są po ekstrakcji. Spora część producentów stosuje ekstrakcję dwutlenkiem węgla (CO2) po to, aby móc się tym pochwalić na opakowaniu i aby zmniejszyć objętość (trudno prowadzić dodatkowe zabiegi na tonach suszu, ale dużo łatwiej na kilogramach surowego ekstraktu). Niestety częste sformułowania – „…wyprodukowano przy użyciu/z wykorzystaniem ekstrakcji CO2…” nie oznacza, że wyłącznie przy użyciu CO2. Jest to częsta praktyka nieuczciwych producentów w produkcji żywności (np. parówki z indyka, które zawierają go zaledwie 10%, no ale co, przecież indyka też zawierają, prawda?). Coraz częstszą praktyką jest rozkładanie ekstraktu CO2 na czynniki pierwsze różnymi inwazyjnymi metodami, wyciąganie niektórych składników, a potem składanie sczerniałych resztek z powrotem, tyle że już wraz z zanieczyszczeniami i produktami degradacji, które przedostały się w czasie tych manipulacji. No ale co, była na początku użyta ekstrakcja CO2? – była…

Nie twierdzę, że technika ekstrakcji CO2 jest jedyną słuszną, bo nie jest to prawda. W przemyśle spożywczym i farmaceutycznym stosowane są różne techniki rozdzielania i ekstrakcji, ale jest tutaj jedna zasadnicza różnica. Producenci podlegają regulacjom i kontroli. W kwestii produktów z konopi włóknistych jest natomiast okropny bałagan, choć sprawa kontroli jakości suplementów diety jest jasna i uregulowana – istnieje szereg przepisów i wymogów, które należy spełniać, aby móc produkt sprzedawać jako suplement diety, również produkt z konopi włóknistych. Niestety niektórzy producenci, mając świadomość niskiej jakości swoich wyrobów, nie zgłaszają ich do GIS-u, nie prowadzą kontroli jakości, a zamiast tego odradzają przyjmowanie doustne lub sprzedają jako „wyroby nie przeznaczone do spożycia” czy „nie do użytku wewnętrznego” dorabiając do tego jakieś ideologie (czy wyrób został zgłoszony można sprawdzić tutaj: http://rejestrzp.gis.gov.pl/). Powoduje to podejrzliwość i niechęć regulatora do całej branży i w skrajnej sytuacji może doprowadzić do całkowitego zakazu wprowadzania do obrotu tego typu wyrobów. Nie wystarczy awanturować się przed sejmem, GIS-em czy mediami, jeżeli nie spełnia się podstawowych wymogów sanitarnych związanych bezpośrednio z bezpieczeństwem i jakością zdrowotną produktu (o czym pisaliśmy tutaj).

Póki co, mogę jedynie apelować do konsumentów, aby w trosce o swoje zdrowie sami kontrolowali, co kupują, aby sprawdzali deklaracje producentów i kierowali się zdrowym rozsądkiem, a nie niezdrowymi emocjami.

Dr inż. Beata Plutowska